Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'ciąża'.
Wyświetlam 1 - 4 z 4 notek

To już wrzesień???

  • Napisane 17 września 2013 o 12:14

 

Czas pędzi, jak oszalały…Na wszystko brakuje mi czasu albo siły.

Od połowy lipca dostawałam sporo zleceń, tak więc na nadmorski urlop wybraliśmy się dopiero od 17 sierpnia.

Wróciliśmy – to natychmiast, tzn. następnego dnia było już rozpoczęcie roku szkolnego  i w  w zawiązku z tym masa spraw do załatwienia…

Czwarta klasa Emki zaczęła się dość szybko – nie było czasu nas powolne rozkręcanie się dzieciaków  po wakacjach, jak to było do tej pory. Nauczyciele zadają do domu bez skrupułów, już w drugim tygodniu były kartkówki, w tym tygodniu trzy sprawdziany z przyrody, matematyki i angielskiego, a dzieci jakoś nie chcą tego tak szybko ogarnąć  i wdrożyć się w szkolny rytm…

Tydzień temu, będąc w 30 tygodniu ciąży poszłam zrobić zaległe badanie USG i trochę się zdziwiłam,bo lekarz określił wiek płodu na 32 tydzień. Ok. , tak  się przecież często zdarza, ale wróciłam do domu, otworzyłam drzwi pokoju maluszka i ogarnęła mnie panika…

Ten pokój to magazyn i składzik…walizki ( na szczęście rozpakowane po powrocie z nad morza), torba T. przygotowana na trening, dwa kartony wypchane nie wiem czym, dwie skrzynie z narzędziami oraz dwie plastikowe walizeczki z wiertarką i jeszcze czymś… oraz suszarka ze schnącym praniem.

Pomyślałam sobie, że przecież ja mogę urodzić  za dosłownie klika tygodni, a nie mam nic zupełnie przygotowanego. Tak, więc rzuciłam się w wir zakupów. Dzisiaj już mi trochę lepiej, bo kupiłam  wózek – jak wiadomo najważniejsza nowa zabawka młodej mamy…kupiłam także materacyk, ochraniacz I komplet pościeli do łóżeczka, które mam wkrótce otrzymać od K., której synek już wyrasta ze spania w łóżeczko; od A. dostałam ubranka na pierwszy rok życia. Wczorajszy dzień spędziłam,więc na segregowaniu ciuszków  rozmiarami i robieniu notatek co już mam, a czego mi jeszcze brakuje…

Czuję się coraz mniej komfortowo, wielki brzuch przeszkadza mi w codziennych czynnościach, męczy mnie okrutna zgaga i w dzień i w nocy, nie pozwalając mi spać, ostatnio dołączył do tego ucisk na któryś punkt w kręgosłupie, ponieważ przez większość czasu mam zdrętwiałą i prawie bezwładną prawą dłoń.

 

W naszym nowym mieszkaniu jesteśmy już zadomowieni i urządzeni, poranna podróż do szkoły według T. i Emki trwa ok 7 – 10 min i podobno wcale się nie spóźniają.  Ja natomiast po południu wsiadam w samochód, po drodze robię zakupy i odbieram Emkę ze szkoły. Ustaliłyśmy, że najpóźniej będzie odbierana o 14, bo musi mieć przecież czas na odrobienie lekcji i naukę.  Wszystko się jakoś kręci w jako takim porządku, ale  całkiem niedługo,  wraz z pojawieniem się dziecka,  wszystko przewróci się nam do góry nogami, czego na tą chwilę zupełnie sobie nie wyobrażam…

Galopujący czas

  • Napisane 19 czerwca 2013 o 12:39

Od kilku tygodni czas umyka mi w szalonym galopie. Remont nowego mieszkania pochłonął mnie całkowicie, zarówno duchowo, czasowo oraz przede wszystkim finansowo…Cały budżet na artykuły budowlane właśnie mi się skończył, trzymam tylko kwotę na zapłacenie za wykonanie owego remontu dla ekipy . Gdy dzwoni telefon dostaję gęsiej skórki, bo zazwyczaj jest to miły głos pana Józefa, który uprzejmie informuje mnie o konieczności dokupienia farby, kleju, wkrętów oraz kołków rozporowych. A ja z obłędem w oczach podążam do sklepu budowlanego I jadąc na debecie dokonuję tych jakże uroczych I pasjonujących każdą kobietę zakupów.

Przeczytałam w tygodniku, że znana projektantka mody urządzała w jakiejś inwestycji pokazowy apartament i stwierdziła, że to jest świetna zabawa…cóż jak się ma nieograniczony budżet, to może faktycznie jest wesoło, ale jak trzeba wybierać, czy dokupić brakującą farbę, czy oświetlenie do łazienki to już przestaje być fajnie…cóż najwyżej kąpiele w pianie będziemy brać przy uroczych światłach świec…

 

Emka wybiera się odważnie na trzytygodniowe kolonie zuchowe, z możliwością przedłużenia pobytu o kolejny tydzień. Twierdzi córka nasza, że wróci na łono rodziny dopiero po czterech tygodniach, ja nie za bardzo w to wierzę. Emka nie denerwuje się wcale, ja natomiast przeżywam ten wyjazd mocno…trochę się boję, trochę jestem dumna, że moja Emka jest już taka samodzielna i  odważna i trochę się cieszę, że pojedzie, bo będziemy mogli spokojnie przeprowadzić się na nowe mieszkanie, a ona wróci i zamieszka w nowym, ślicznym pokoiku.

Z rewelacji szkolnych, to były, owszem, dlaczego nie…Emka oberwała dwie lufy z religii za pracę na lekcji (notoryczny brak książki…). Po czym poformowała mnie, że jej się na religii nudzi I od następnego roku szkolnego nie życzy sobie uczestniczyć w tych niepotrzebnych zajęciach.  Przyjęłam do wiadomości , ale wykazując się konsekwencją, pod groźbą kary najcięższej(zakaz czytania książek ) zmusiłam mojego małego antychrysta do uzupełniania brakujących tematów w podręczniku. Emka w  atmosferze ciężkiej obrazy – nomen omen- boskiej, fochów i dąsów wykonała polecenie złej matki  i podobno na świadectwie będzie czwórka…Pozostałe wynik edukacji początkowej  są na poziomie rewelacyjnym ,więc zakończyłam czepianie się dziecka, zmęczonego nauką i nawałem obowiązków szkolnych.

 

Z życia ciężarówki, to nie wiadomo kiedy brzuch wylazł mi ogromny i nawet pani w kolejce po warzywa, zaproponowała, że mnie przepuści… (!!!). Nie skorzystałam, bo nie czuje się jeszcze tak bardzo ciężarna. Zupełnie nie wiem kiedy to się stał , ale okazuje się , że właśnie kończę 18 tydzień ciąży. Za niecałe dwa tygodnie wybieramy się cała rodzina na kolejne Usg , tym razem w formacie 3D i może dowiemy się kto tam się zadomowił w moim brzuchu…

 

Przed nami najtrudniejsze parę tygodni, bo w zasadzie trzeba już powoli myśleć o pakowaniu i  przeprowadzce. Potem zacznie się urządzanie, wypakowywanie i przestawianie. Myśl o tym wszystkim przerasta moją wyobraźnię, ale nie będę się tym dzisiaj martwić, jutro o tym pomyślę, a teraz w samochód i jazda po wkręty i komplet kołków rozporowych, bo remont musi trwać i kiedyś wreszcie się skończyć.

Będziesz mieć rodzeństwo, córeczko…

  • Napisane 22 kwietnia 2013 o 11:56

Emka już wie…gdybyśmy wiedzieli, jak zareaguje, to na pewno nagralibyśmy to na pamiątkę.

Nasza córeczka na prawdę popłakała się ze wzruszenia i szczęścia, mówiąc, że spełnia się jej największe marzenie…

 

Owe szczęście trwało do wieczora.

 Dziecko jedyne dla nas, dla jednych dziadków, dla drugich, dla wujka i cioci też jedyna na świecie, popadła w rozpacz. Stwierdziła mianowicie, że już nie będzie najważniejsza, najukochańsza i w ógle naj…Musieliśmy jej wszystko spokojnie wytłumaczyć.  Powiedziałam nawet, że nie wyobrażam sobie, że mogłabym kogoś równie mocno kochać…Emka wówczas oburzyła się okrutnie i nakrzyczał an wyrodną matkę ;

- Musisz!!! Będziesz wtedy okropna i niesprawiedliwa, musisz kochać swoje dzieci tak samo mocno!!!  Bo inaczej to dziecko będzie nieszczęśliwe i biedne…- wykrzyczała mi moja jedynaczka, a obawy o własną pozycje natychmiast zniknęły….( moje kochane, dobre serduszko…).

 

Oczywiście Wielka Tajemnica została ogłoszona połowie klasy ,oczywiście w Wielkiej Tajemnicy…dlatego od zeszłego tygodnia, gdy wchodzę do szkolnej szatni, czuję się już strasznie ciężarna…

 

Samopoczucie nie zmienia się ani trochę, nie mam mdłości, zachcianek, wstrętu do zapachów, zamęczenia ani senności. W ogóle nie czuję nadal, że jestem w ciąży…jakoś mi z tym dziwnie…bo czasami to nawet zapominam.

Gdy byłam w ciąży z Emką, to co dwa dni sprawdzałam w internecie, który to tydzień ciąży, kiedy termin porodu, jaki to będzie znak zodiaku, kalendarz imion czytany był niemal codziennie, książka pt. „ W oczekiwaniu na dziecko” była zawsze pod ręką, wczesnym popołudniem robiłam sobie krótką drzemkę regeneracyjną …a teraz, to nawet jeden raz nie położyłam się w ciągu dnia…Wszyscy mówią ,że druga ciąża jest inna i kobieta ,mniej to wszystko przeżywa.  Może to racja, choć ja myślę, że po prostu przy drugiej ciąży kobieta nie ma czasu przeżywać każdego kłucia w brzuchu, czy zwracać uwagę na lekką senność w ciągu dnia. Jest tyle spraw i obowiązków do ogarnięcia, że czasem dnia brakuje…

 

Ja teraz też mam tyle spraw, że nie wiem od czego zaczynać…Ten tydzień będzie ciężki, bo muszę załatwić sprawy w ZUSie, co nie jest ani łatwe, ani przyjemne, pojechać do księgowej i ustalić plan działania na najbliższe miesiące, aż do porodu; pojechać z Emką na badania kontrolne, zrobić sobie badania krwi,  odstawić samochód na wymianę opon (śniegu w Warszawie już się chyba nie spodziewamy…?) oraz co najważniejsze i najtrudniejsze rozpocząć remont w większym mieszkaniu….I ten temat przerasta mnie ponad wszystko…nie ogarniam tego logistycznie, koncepcyjnie oraz finansowo. Z jednej strony staram się być  racjonalna i liczę każdą złotówkę, by za dużo nie wydać, a zrobić tak, jak bym chciała, żeby było… Dobrze,że chociaż słońce świeci, wtedy wszystko (przez krótką  chwilę)wydaje się do ogarnięcia…

Co miało być…

  • Napisane 19 marca 2013 o 11:40

Plany planami, rozmowy rozmowami…tak, tak drugie dziecko – najwyższy czas, ale znowu pieluchy, kolki, ząbkowania, zarwane noce i pobudki w bladej szarości poranka? No to, co..? jak nie teraz to już nigdy. Lata lecą.  Dobra…niech tam, co ma być, to będzie.  Pełen spontan, bez stresu, bez  zbędnego sprzętu zabezpieczającego, królowie  nocy…I tak od kilku miesięcy.

Aż tu nagle zupełnie niespodziewanie i wbrew opiniom,  że to wcale nie takie proste, wczorajszego poranka na maleńkiej plastikowej deseczce z okienkiem pojawiła się na razie bledziutka, ale jednak widoczna gołym okiem druga różowa kreseczka…

O, rany…

Co miało być, właśnie się stało.


  • RSS