Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'listy'.
Wyświetlam 1 notkę

Dzieci listy piszą…

  • Napisane 14 lipca 2014 o 08:36

Wakacje w pełnym rozkwicie, Emka dzielnie walczy na harcerskim obozie…Już był jeden telefon oraz jeden list. W liście treści było niewiele, główna myśl  to, że tęskni bardzo oraz mnóstwo kolorowych rysuneczków i prośby o listy. Listy więc  wysyłamy co dwa dni, moi rodzice też, tylko wymieniamy się dniami…i tak krążą listy, jak za dawnych lat – w kopercie, ze znaczkiem i wrzucone do czerwonej, elegancko błyszczącej PRAWDZIWEJ skrzynki pocztowej.

Na obóz harcerski dzieci nie mogą zabierać telefonów, tabletów, mp3,czy4 oraz innego badziewia elektronicznego. Kontak telefoniczny zapewniony jest raz w tygodniu, dzieci za to mogą pisać listy – takie  na kartce, zapakowane w kopertę i wysłane na poczcie  - prawdziwej , a nie elektronicznej. Podkreślam to, poniewarz, dziś w porannym programie, jedna z aktorek, mało nie zsikała się opowiadając, jak to jej czternastoletni córka była na takim obozie, gdzie nie można było mieć ani telefonów ani nawet tabletów. I….proszę państwa…dzieci pisały listy – ODRĘCZNE – zachwycałą się aktorka ( a ja z uśmiechem myślałam – to zupełnie jak u nas…) – i  - te listy z rysuneczkami i odręcznym pismem, były przez organizatorów….SKANOWANE i wysyłane na maila do rodziców……uuuu. Dla mnie beznadzieja…Cała magia listów utracona podczas skanowania…Ale zachwyt u aktorki był  niekłamany…

Emka już raz do nas dzwoniła  - główny przekaz – Tęsknię….

Na takim obozie lekko nie jest. Dzieci po przyjeździe, z pomocą drużyny starszoharcerskiej, muszą rozbić namioty, następnie zbudować sobie regały, zrobić ogrodzenie podobozu – taka pionierka trwa ze trzy dni. Dzieci na ogół są tak wymęczone, że zasypiają w drodze do łóżek. Kąpiele odbywają się w jeziorze, każdy posiłek otrzymują na menażki, które potem trzeba samodzielnie i bardzo dokładnie wymyć, mają dyżury w kuchni, gdzie obierają warzywa na obiad oraz pomagają przygotowywać pozostałe posiłki ( dlatego pozbawiona zostałam najlepszej obieraczki…). Mają równeż nocne warty, oczywiście ze starszymi harcerzani, ale przeżycie jest poważne…Rygor i dyscyplina każdego dnia:) Jedna z dziewczynek podczas rozmowy telefonicznej z mamą płakała, że musi posprzątać namiot, bo nie pójdą na kolację…i sprzątały aż miło….a w domu to trzy dni prosi się , żeby jedna z drugą poskładały swoje ciuchy…

Oprócz takich obowiązków, które te rozpuszczone panienki wykonują bez mrugnięcia okiem, mają też przyjemnośći. Są ogniska, podchody, poszukiwania skarbów, wykradanie proporców innych drużyn, który oddawany jest w zamian za jakiś okup (najczęściej słodycze…) oraz uważne pilnowaniw własnego, są wycieczki i nocne  rajdy leśne i inne zabawy. Trwa to wszystko pełne cztery tygodnie…bardzo długo, szczególnie dla takich  dzieciaków. Na pewno wszystkie tęsknią, czasem są zmęczone, ale poziom samodzielności, samooceny i takiej dziecięcej odwagi jest po takim obozie ogromny. Myślę, że warto dzieciaki wysyłać na takie wyjazdy, to kształtuje charakter i daje poczucie wartości. Prawdę mówiąc, to prawie wszystkie dzieciaki naszych znajomych i rodziny powinny zaliczyć obowiązkowo taki wyjazd – poziom rozpuszczenie niektórych sięga zenitu…

A Igulinka…? Rośnie i co chwila coś nowego nam pokazuje… Kilka dni temu na spacerze zaczęła bawić się pieluszką w ” nie ma – jest”, czyli zakrywa buzię  i szybko odsłania, zupełnie nie wiem kiedy się tego nauczyła, po prostu nagle umie i już…Siedzi już coraz lepiej, ale samodzielnie trudno uśiąść, bo mądra główka jest ciężka i nie jest prosto ją dźwignąć…Wczoraj zaczęła pełzać do przodu i to w dość szybkim tempie, jak się okazało, planowała odebrać domowemu zwierzęciu rzucony przysmak mięsny…Z oka spuścieć na chwilę nie można. Jest słodka i śliczna – stwierdzam bardzo obiektywnie…Jest również towarzyska i uprzejma – każdy mijany na spacerze człowiek to potencjalny rozmówca. Igusia najpierw rozświetla pyzatą buzię w najsłodszym uśmiechu, trzepocze rzęskami, kokieteryjnie wkłada paluszek w różowe usteczka, a gdy już ofiara wpadnie w pułapkę, to Igusia zaczyna rozmawiać, tłumaczyć i opowiadać. Inteligentna bestia…po mamusi , oczywiście.


  • RSS