Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'parking'.
Wyświetlam 1 - 2 z 2 notek

Wybitni kierowcy

  • Napisane 7 maja 2013 o 17:24

Bądź tu człowieku szczery…napisałam ostatnio o moich średnio udanych akrobacjach z parkowaniem. No i dostało mi się po łapach.

Ciekawe, że głównie od, zapewne wybitnych, kierowców płci męskiej. Nie mogę zrozumieć dlaczego faceci są tak czuli na punkcie prowadzenia pojazdów mechanicznych przez kobiety, dlaczego to tak im doskwiera…?

Ja kierowcą może wybitnym nie jestem, ale prowadzę samochód dość sprawnie, nie przywaliłam do tej pory w żaden słupek, drzewo, czy latarnię, ani nawet w żaden samochód, motor ani skuter, nie potrąciłam pieszego, nie rozjechałam rowerzysty, nie wjechałam nikomu na światłach w kuper, ani też nie spowodowałam sytuacji,że  ktoś wjechał w mój samochód. Dlaczego zatem, jeśli raz jeden miałam problem z wyjechaniem z parkingu, to muszę wysłuchiwać, że nie każdy jest stworzony do bycia kierowcą, że jak nie umiem, to nie powinnam…, że cały kurs powtórzyć…O co chodzi?

Drodzy panowie- wybitni specjaliści od prowadzenia samochodów – poczytajcie statystyki, kto powoduje najwięcej wypadków, kto najczęściej  jeździ po pijaku, kto przekracza prędkość, kto nie zwraca uwagi na nowo postawione znaki, kto nie sygnalizuje manewrów, kto ma najwięcej punktów karnych,  i  kto parkuje na miejscu dla inwalidów…?  Ojej…co za pech, nie kobiety…

A przy okazji, wszystkim panom, którzy kiedyś pomogli kobiecie (lub też po prostu innemu kierowcy) odpalić samochód, wymienić koło,  otworzyć zamek, zmienić żarówkę, czy nawet( o zgrozo…)wyjechać  lub zaparkować  – serdeczne dzięki.  Pomaganie sobie nawzajem przecież jest fajne  i  przyjemne…ale wiedzą o tym tylko fajni ludzie…

Parkingowe akrobacje

  • Napisane 30 kwietnia 2013 o 11:30

Tydzień zaczął się średnio. Nie dość, że pogoda na długi weekend zapowiada się byle jaka, to jeszcze okazało się, że nie mamy w tym roku zwrotu nadpłaconego podatku, tylko jeszcze musimy dopłacić!!! Zabolało nas to mocno. Zawsze zwrot z podatku przeznaczany był w naszej rodzinie jako ekstra kasa na wakacje, tu dupa zbita  – nic z tego nie będzie. Jakoś trudno mi przejść do porządku dziennego nad tym newsem.

 

Moje poirytowanie wczorajszego dnia sięgnęło zenitu,  gdy wyjeżdżając po południu z osiedlowego parkingu musiałam się nagimnastykować jak akrobata, bo szanowni panowie rozwożący pizzę, tak mnie zastawili, że mało  się nie popłakałam próbując wyjechać i nie uszkodzić samochodu z lewej, z prawej oraz, najbardziej złośliwie zaparkowanego  w odległości 15 cm od mojego zderzaka, samochodu po prawej stronie  z tyłu. Palant jakiś stał na wprost mojej przedniej szyby i uśmiechał się z politowaniem. A gdy już cudem jakimś wyjechałam nie robiąc ani sobie ani nikomu żadnej krzywdy, plant ów wyjął kluczyki i  podszedł do tego samochodu, który właśnie najbardziej przeszkadzał mi w wyjechaniu z tego pieprzonego parkingu. Tak, tak  od razu poczuł się lepiej, dowartościował się zapewne, on to by wyjechał w 10 sekund, mmmm…jakim jest wspaniałym kierowcą, a nie to co baba!!!  On zapewne urodził się z kierownicą w dupie,  ale za to bez gustu I poczucia smaku, bo miał za krótkie spodnie I białe skarpetki.

 

Gdy już zaparkowałam w miejscu docelowym oraz pozałatwiałam wszystkie sprawy, które miałyśmy wraz z mamą tego po południa pozałatwiać, nastąpiła kolejna trudna chwila w tym dniu. Mianowicie zbulwersowana postawą palanta z parkingu pod domem, postanowiłam udowodnić sobie, że wyjazd z ciasnego parkingu nie jest dla mnie niczym trudnym ani strasznym. I tak zaczęłam wyjeżdżać  i  kombinować, że po trzech próbach wyjechania z bezmyślnie wcześniej wybranego miejsca, zakleszczyłam się tak, że zastawiłam uliczkę oraz nie mogłam (oczywiście biorąc pod uwagę swoje kompetencje) ruszyć ani do przodu ani do tyłu…mama cierpliwie, patrząc przez ramie i nie posiadając uprawnień kierowcy, namawiała mnie, żebym jednak wyjechała z tego parkingu, bo mamy jeszcze w planach zakupy…Postanowiłam, że nie zdenerwuję się ani trochę, bo to zupełnie w niczym mi nie pomoże…obeszłam rozkraczony na środku samochód , stwierdziłam, że na pewno nie wyjadę, nie naruszając polisy OC. Wsiadłam do środka i włączyłam światła awaryjne…po chwili nadjechał samochód, którego kierowca niewątpliwie chciał przejechać dalej…wyskoczyłam więc na ulicę i truchcikiem (licząc w duchu , że jednak będzie to jakiś uprzejmy i miły pan) podbiegłam do niego I z wdziękiem i pokorą uprosiłam, żeby  zechciał (jednak  mężczyzna) Pan pomóc mi wyjechać z tej okrutnej pułapki…Pan okazała się prawdziwym rycerzem, natychmiast porzucił swój pojazd i z uśmiechem i  zadowoleniem w oczach przejął kluczyki. Skomentował uprzejmie i szarmancko, że rzeczywiście  mocno się zakleszczyłam. Rycerz mój wykonując: pięć  ruchów kierownicą, dwa  podjazdy oraz trzy delikatne wycofania uwolnił mój samochód z parkingowej pułapki .

Pan był na prawdę bardzo miły, uprzejmy, nie patrzył na mnie z pogardą i wyższością, tylko pomógł i nawet wyglądał na zadowolonego,  co dowodzi na prawdziwość słów, że mężczyźni na prawdę lubią czuć się potrzebni…I tak jedno popołudnie i byłam świadkiem dwóch jakże różnych męskich postaw wobec   „baby za kierownicą”…


  • RSS