Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'pomoc społeczna'.
Wyświetlam 1 notkę

Wielkiej krzywdy nie ma…

  • Napisane 15 listopada 2012 o 12:34

Spotkałam ostatnio pewną panią na swoim osiedlu. Ja wracałam z naszym sierściuchem z wieczornego spaceru, ona „szwendała” się nie wiem w jakim celu ,ze swoim najstarszym dzieckiem, dźwigając przed sobą ciężarny brzuch. Zazwyczaj, gdy tylko ją widzę zmieniam trasę…a dlaczego?

No właśnie, tu naszły mnie pewne wspomnienie sprzed około dwóch lat… Długo by pisać i wyjaśniać.  W skrócie mogę powiedzieć, że musiałam uciąć kontakt wszelaki, ponieważ owa Pani, wyczuwając moje miękkie serce wyciągała ode mnie z trudem przydźwigane zakupy oraz gotówkę z portfela…powołując się oczywiście na brak pracy męża (ona nie pracuje z zasady, bo wychowuje czwórkę dzieci…), niewielki zasiłek rodzinny oraz cztery głodne i nieszczęśliwe dziecięce paszcze…

Najpierw poznałam jej najstarszą córkę (nazwijmy ją Kasią). Kasia przylgnęła do naszej Królewny pewnego wiosennego dnia na placu zabaw. Królewna kończyła wówczas przedszkole, a Kasia właśnie powtarzała pierwszą klasę . Dzieciak przykleił się do nas, tak, że wkrótce czekała na nas pod blokiem, by wspólnie iść na pac zabaw. Bardzo szybko Kasia odwiedziła nas w domu…nie mogę złego słowa powiedzieć, bo dziecko grzeczne i miłe, ale…po drugiej wizycie,  mama Kasi zaczęła codziennie przyprowadzać ją do nas po szkole…byłam lekko zaskoczona, ale dziewczynka tak prosiła, żeby u nas pobyć, że nie miałam serca jej odmawiać. Jadła  u nas,bawiła się , doszło w końcu do tego, że zamiast poświęcać popołudnie swojemu dziecku, odrobiłam lekcje z Kasią…

Za odwiedzinami dziecka przyszły odwiedziny mamusi, w celach uzyskania wsparcia żywnościowego lub (znacznie chętniej) gotówkowego. Nie wiem, jak to się dzieję, że takie  osoby w sposób wprost genialny manipulują ludźmi. W moim przypadku dotarło do mnie, że utrzymuję dwa gospodarstwa domowe, gdy po kolejnej niespodziewanej wizycie zostałam bez zrobionych właśnie zakupów oraz jakiejkolwiek gotówki . Postanowiłam to zakończyć tak szybko, jak to tylko możliwe.

W tym czasie Kasia jednak trochę opowiadała o swojej rodzinie… m.in. , że kiedyś  to mieli trzypokojowe mieszkanie, potem zamienili się na dwa pokoje, a teraz to mają kawalerkę ze ślepą kuchnią….że mama tylko krzyczy, bije po głowie i ciągnie za nos, albo straszy , że odda do domu dziecka, jak ciocia Basia Ewelinkę… Wysłuchawszy tych rewelacji, zawiadomiłam szkolnego pedagoga. Szkoła podobno zna  rodzinę i będzie monitorować sytuację…Podobno biednie, skromnie, ale poważna krzywda się tam nie dzieje…że rodzice nieudolni i nieprzystosowani, ale dzieci czyste i nakarmione…no cóż, pewnie tak, ale czy tylko o to chodzi?

Kontakt udało mi się przeciąć, odmawiając kilkakrotnie wsparcia finansowego. Wiem, że owa Pani co chwila znajduje sobie podobne wsparcie. Kasia nie chodzi już do naszej osiedlowej szkoły, stwierdzono u niej poważny niedosłuch i chodzi już do szkoły specjalnej…kolejne dziecko – pięcioletni Adaś ma stwierdzony ciężki autyzm, kolejne-czteroletnia Gosia – autyzm i zaburzenia objawiające się autoagresją, tylko najmłodsze, dwuletnie jest zdrowe (albo jeszcze nic nie zdiagnozowano…). Dzieci siedzą w swoich łóżeczkach , bo przecież w 30 metrowej kawalerce , według owej pani, nie da się puścić luzem czwórki dzieci . Na spacery też nie chodzi, bo jak z taką liczbą drobiazgu? Za chwilę będzie tam piąte, maleńkie dziecko…i jakoś to będzie… becikowe dadzą, zasiłek zwiększą…może dzielnica mieszkanie większe  wreszcie da…?

Mieszka ta rodzina na parterze w  sąsiednim bloku, okna pootwierane, słychać więc dobrze tą miłość matczyną do chorych dzieci (wrzaski i wyzwiska , brak cierpliwości). Ostatnio ktoś zadzwonił do Ośrodka Pomocy Społecznej, że dzieci siedzą na parapecie bez opieki…niby parter, ale jak spadnie, może być nieszczęście…OPS założył im siatkę w oknie, by zapewnić bezpieczeństwo (?) dzieciom. I niby nic złego się nie dzieje, dzieci czyste, nakarmione, leki mają, zabawki też jakieś są, matka zawsze trzeźwa, ojciec pije trochę więcej (ale któż by nie pił…?), pracy nie mają (ale praca wszak to dzisiaj luksus…) wielkiej krzywdy nie ma…niech rodzi piąte, szóste …państwo dołoży, ktoś zakupy zrobi, ktoś pożyczy na wieczne nieoddanie…siódme, ósme- to już na pewno dzielnica mieszkanie da, a i z głodu też nie pomrą…

Galvena


  • RSS