Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'szkoła'.
Wyświetlam 1 - 2 z 2 notek

Kreatywnośc matki nie zna granic

  • Napisane 9 czerwca 2014 o 20:42

Rok szkolny zamierza się wkrótce zakończyć,  z czego ja cieszę się  równie mocno, jak moja córka. Koniec z porannym wstawaniem, awanturami o śniadanie oraz o stylizacę. Emka kończy czwartą klasę na fali sukcesu, czekając na wręczenie świadectaw z tzw. czerwonym paskiem. W szkole zachowanie wzorowe, za to w domu trzeba dać upust swym emocjom oraz samostanowieniu – tzn ” nie zrobię, nie założę, nie zjem , zrobię to jutro , nie zmusisz mnie” i tym podobne urocze i jakże kojące duszę matki zwroty…

Plany wakacyjne sprecyzowane – najpierw  - o radości wszechogarniająca  - cztery tygodnie obozu harcerskiego , następnie  trzy tygodnie z babcią na działace, gdzie juz banda dzieciaków snuje skomplikowane plany zabaw wszelakich, a na deser morze…w deserze będziemy brać udział wspólnie.

Iga rośnie, rozwija się, głównie towarzysko – matka nudzi ją w sposób niemiłosierny, co werbalizuje marudzeniem i marsowa miną. Nie wolno matce odejść od dziecka bez wyraźnego pozowlenie, które wydawane jaest na krótko, podczas drzemki. Dziecko jest towarzyskie i spragnione rozmów, dlatego trzeba mówić, opowiadać, nosić, podrzucać, łaskotać , czytać wiersze Tuwima, ale tylko trzy wybrane, wyraźnie ulubione.  Nie wolno również przy dziecku niczego jeść, bo kończy sie taka niesubordynacja poważnymi pretensjami,  przecierz Igusia już też lubi jeść – wszystko – a nie tylko pokarmy przeznaczone dla niemowląt po 6 miesiącu.

Pies nasz, znaczy suka, jest wredną suką, ponieważ nie pozwala się łapać, tarmosić, ani wkładać paluszków cudnych do otworów psa /suki przeróżnych, a dziecko się frustruje, że nie może…Można za to dziecku dać surową marchewkę do lizania, można śpiewać (na razie się podoba – dziecko jeszcze nieuwrażliwione muzycznie), można dać do ręki trzepaczkę do jajek oraz drewniana łopatkę. Można jeszcze dziecko położyć na gołej podłodz, wtedy dziecko może swobodnie przemieszczać się ślizgiem wokół własnej osi. Można też dziecko zabrać na spacer, ale tylko w spacerówce i tylko w pozycji wyraźnie siedzącej, mimo, że jeszcze owe dziecko nie siedzi samodzielnie. Od czasu do czasu i nie dłużej  niż trzy minuty dziecko pozwala posadzić się przed wirującą pralką – to też bywa odrobinę interesujące. Jak już wszystko staje się nudne i beznadziejne można dziecku włączyć kanał baby first, gdzie odbywa się czarnobiały teatrzyk cieni lub z rogu ekranu wyskakuje kolorowa małpka. Wtedy jest chwila spokoju – a zła, zła, bardzo zła matka, która pozwala niemowlęciu oglądać telewizję jest obdarzona 5 minutami niezasłużonego spokoju.

Z dobrych wieści: udało mi się wreszcie być u fryzjera,  a profesjonalistka, która czyniła porządek na mej głowie orzekła, że kolor swój mam genialny i mam nie farbować,  a tych klika siwych włosów to tylko dodaje uroku… (???). Jakoś się ogarniam z ogarnianiem domu, praniem i gotowaniem – grunt to ustalenie priorytetów i rezygnacja z nieuzasadnionych fanaberii własnych

A teraz oto właśnie zakończył się czas wolny i matka musi lecieć do dziecka, które obudziło się z porannej drzemki i oczekuje kreatywnych zachowań , stymulujących rozwój psychoruchowy, właściwy dla niemowlęcia w siódmym miesiącu życia….

Sześciolatki w pierwszej klasie – przemyślenia po trzech latach

  • Napisane 20 czerwca 2013 o 09:49

W dyskusji o sześciolatkach głos zabierają wszyscy oraz powiedziano już chyba wszystka, co złe i co dobre.

My, trzy lata temu postanowiliśmy naszą 6 letnią Emkę wysłać do pierwszej klasy. Prawda jest taka, że zapisana była do zerówki. Jednak fakt ,że połowa jej przedszkolnej grupy szła do pierwszej klasy, spowodował,że nasze dziecko płaczem i  rozpaczą za koleżankami, zmusiła nas do tego, że 31 sierpnia biegłam truchcikiem do szkoły i przepisałam ją do klasy pierwszej ( 1 września zrobiła to jeszcze jedna mama dziewczynki z naszej grupy).

 

Trzy lata temu  Emka, wraz z większością dzieci ze swojej przedszkolnej grupy, dzielnie ruszyła w objęcia obowiązków szkolnych. Wszyscy rodzice byli zadowoleni z podjętej decyzji. Fakt, że nasza rejonowa szkoła była fantastycznie przygotowana do opieki nad sześciolatkami w pierwszej klasie. Nasze dzieciaki dostały piękną,  podwójną salę, gdzie były stoliki czteroosobowe, jak w przedszkolu. W drugiej części był dywan i regały z zabawkami, grami, klockami oraz lalkami. Wybudowano nowy, przeznaczony tylko dla sześciolatków plac zabaw. Wychowawczyni okazała się mądrą i miłą nauczycielką, potrafiącą zachęcić dzieciaki do nauki. Obiady i podwieczorki  dzieci miły podawane w swojej sali. Wychowawczyni chwaliła klasę. Opowiadała,że nasze dzieci w porównaniu z siedmiolatkami,  chętniej się uczą, chcą wszystko wiedzieć, wszystko je interesuje, bardziej cieszą się z sukcesów, a mniej martwią się drobnymi porażkami, że okazuje się, że sześciolatek w pierwszej klasie jest wszystkiego ciekawy i chętnie podejmuje nowe wyzwania. Te słowa padały z ust nauczycielki,  mimo, że na początku zaznaczała, że nie jest fanką tej reformy. Dzieciaki były na prawdę zaopiekowanie I szczęśliwe. Ale to był jeden taki rocznik. Dyrektorka szkoły stworzyła jedną klasę sześciolatków, więc warunki miały cieplarniane. W następnym roku szkolnym dzieci sześcioletnich w klasie pierwszej było tyle , że trzeba było otworzyć dwie klasy I ta cudowna, wygodna sala, którą miały nasze dzieci została przyznana świetlicy, ale oprócz tego dzieci warunki miały takie same. Czy rodzice tych dzieci są zadowoleni, tego nie wiem.

 

Na koniec  trzeciej klasy, czyli etapu edukacji wczesnoszkolnej,  dzieci przystępowały do ogólnopolskiego testu trzecioklasisty. Na tle dzieci z innych trzecich klas,  a więc z rocznika 2003,  nasze wypadły bardzo dobrze. Z edukacji matematycznej na poziomie klas pozostałych, natomiast z edukacji polonistycznej wypadły najlepiej ze wszystkich klas trzecich.

I tak o to niepostrzeżenie minęło trzy lata w szkole, gdzie nasze dzieciaki rozpoczęły swoja przygodę z edukacją.  Od września pójdą do klasy czwartej  i skończy się zabawa, zaczną się poważne obowiązki. Trzeba będzie poradzić sobie z nowymi wyzwaniami i obowiązkami,  z nowymi przedmiotami  i  zasadami. Czy dadzą radę? Czy po tych trzech latach będą potrafiły na równi z dziesięciolatkami poważnie traktować naukę i  zmobilizować się do większej pracy nad nauką w domu? Nie wiem, nawet powiem szczerze, że trochę się martwię. Moja prawie czwartoklasistka nadal chętniej wyciąga my Little Ponny i  pet shopy, niż siada do odrabiania lekcji, ale odwrotu już nie ma.

Teraz Emka oraz jej klasa zakończy edukację wczesnoszkolną i po tych trzech latach uważam ,że mogę się wypowiadać o sześciolatkach w szkole.

Moja córka, rocznik 2004,  miała być ostatnim rocznikiem, kiedy to rodzice decydować mieli o posłaniu dziecka do pierwszej klasy, teraz sześciolatkami są dzieci z roku 2007 I co ? Też rodzice decydują…Ile to będzie jeszcze trwało?  Powiem szczerze  – ja jestem wściekła na to ciągłe odsuwanie decyzji w sprawie sześciolatków. Co to w ogóle ma być…? Ciągle słyszę za rok, za dwa wszystkie sześciolatki mają iść do pierwszej klasy.  Brak odwagi I decyzyjności rządzących powala mnie całkowicie.

Ja dzisiaj sama nie wiem, czy to dobrze,  że sześciolatki mają mieć obowiązek pójścia do szkoły do klasy pierwszej. Dzisiaj tej decyzji nie umiałbym podjąć. Teraz  martwię się , co będzie za trzy lata, gdy Emka będzie kończyć szóstą klasę i będzie musiała ruszyć  w kolejny etap edukacji – do nieszczęsnego gimnazjum. Czy  tam ktoś popatrzy na roczniki dzieci i stworzy klasę składającą się  z dzieci, które poszły do pierwszej klasy jako sześciolatki?  Czy moja malutka i drobniutka córeczka w wieku 12 lat trafi do jednego wora z młodzieżą nawet  czternastoletnią…? Tego nie wiem , nie wie pewnie nikt, nawet pan premier i pani minister.  Ja na prawdę doskonale rozumiem wątpliwości o obawy rodziców młodszych dzieci, którzy nie chcą posyłać swoich pociech do pierwszej klasy. Chodzi mi tylko o to, że ci którzy posłali swoje dzieci do szkoły w wieku sześciu lat zostali oszukani!!! Tak, oszukano nas,  mówiąc w 2010 roku, że to już przesądzone, że za rok i tak wszystkie dzieci pójdą do klasy pierwszej , więc szanse w życiu, w szkole, na egzaminach wstępnych i na rynku pracy  trzeba wyrównać. A teraz co? Teraz moja córka skończyła klasę trzecia  i nadal nie ma obowiązku szkolnego dla dzieci sześcioletnich. Jak tak dalej pójdzie,  zda maturę i wciąż to rodzice będą decydować o zerówce lub pierwszej klasie. Wkurza mnie to, że słowa premiera nic nie znaczą, co rok można zamieniać zdanie, bo przecież wyborcy, matematyka sejmowa nie zna litości…Dlatego uważam, że czas skończyć tą farsę! Czas podjąć decyzję. Albo dajmy spokój tej reformie i niech każdy decyduje kiedy i gdzie jego dziecko pójdzie do szkoły, albo krótko powiedzieć, nie ma dyskusji,  sześciolatki marsz do pierwszej klasy. Kolejne roczniki słyszą, że to już ostatni raz rodzice decydują…mam nieodparte wrażenie, że chodzi o to, by całą odpowiedzialność zrzucić na rodziców. Coś się nie podoba – trudno  – taka była twoja,  rodzicu decyzja, teraz siedź cicho i nie dyskutuj.

 

Dlatego póki co – nie zazdroszczę rodzicom dzisiejszych sześciolatków podejmowania decyzji  – w tym temacie nie ma w pełni słusznego rozwiązania.  Cokolwiek zdecydujecie, przyjdzie taka chwila, że czegoś  i tak będziecie żałować .


  • RSS