Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'wakacje'.
Wyświetlam 1 - 3 z 3 notek

Powroty i wyjazdy

  • Napisane 8 sierpnia 2014 o 10:24

Emka wróciła z obozu…

Kiedy dzieci wysiadały z autokaru i biegły w wyciągnięte ramiona rodziców rozbrzmiewał szloch stęsknonych dzieci a i większość rodziców ocierała łzy wzruszenia. Cóż …cztery tygodnie rozłąki powoduje znaczną odnowę uczuć. Następuje niejako idealizacja charakterów naszych potomków.

Emka wróciła jakby opalona mocno. Opalenizna miała jednak ciekawy i niespotykany kolor szaro-czarny, ze szczególnym uwzględnieniem szyi i okolic za uszami…Opalenizna obozowa zbladła znacząco po godzinnym odmaczaniu w wannie….Na pytanie czemu przywiozłą prawie całe opakowanie żelu pod prysznic, poinformowała nas poważnym tonem, że tamta woda doskonale myje bez takich fanaberii jak mydło lub żel… Plecak, ważący ok. 20 kg, ważył podobnie, z tym,że brakowało kilku części garderby, wagę uzupełnił piach, ziemia oraz części ściółki leśnej.  Zapachy wydobywające się z  owego sakowjaża przypominał nam nieco zapach chat chłopskich , zwiedzanych w skansenie w Łowiczu. Zataczaliśmy się po kryjomu ze śmiechu, wydobywając, oglądając i wąchając kolejne przedmioty z harcerskiego plecaka. Emka zachwycona zarówno pobytem, jak i faktem, że nastąpił powrót na rodzinne łono. Powrót chwilowy, bo już następnego dnia wujechała ze mną oraz Igusią na dziłkę do moich rodziców w okolicach tlenodajnego Kampinosu. Po tygodniu umordowana wróciłam z Iguliną do domu, a Emka kontynuje pobyt z dziadkami. Bawi się tam znakomicie w towarzystwie kilkorga rówieśnikówz sąsiedztwa, wracając jedynie na posiłki oraz na spoczynek nocny i śpi ponoć po 12 godzin…

Zabrać dzieci z miasta to okazuje się, że bawią się tak samo, jak my w ich wieku. Mianowicie urządzaja podchody, poszukiwania skarbów, dziweczyny uciekają przed chłopakami, że niby wcale nie chcą się z nimi zadawać, bawią się w chowanego i graja w piłkę. Wykradają podgniłe papierówki od sąsiadów, jeżdzą na rowerach i tłuką sobie kolana…Nawiększą atrakcją jest oczywiście samochód rozwożący lody. Towarzyszy mu wtedy zgraja dzieciaków biegnących za nim truchcikiem z drobnymi w rękach , a i opiekujący się tymi dzieciakmi dziadkowie mają radochę, bo można zakupić mrożone pierogi i też mieć chwilę wytchnienia od garów.

Igusia tuż po ukończeniu ósmego miesiąca obdarzyła nas piereszym ząbkiem, który rośnie prześlicznie. Siada już prawie sama, w związku  ztym założenie jej czystej pieluchy wymaga od nas  sprytu i kombinacji. Kiedy proszę ja ,żeby powiedziałą MAMA, ona krnąbrnie, z uroczym jednozębnym uśmiechem odpowiada TATAT… Uprzejma była również podczas mojego pbytu na działce, w trzydziestopięci stopnowym upale przejśc tzw. trzydniówkę, podnosząc temperaturę swojego ciała do 39,5 stopnia …było cudnie, wypoczęłam jak nigdy…

A teraz wielkimi krokami zbliża się nasz wyjazd nad morze, ja już zastanawiam się co zabrać ze soba oraz W CO to wszystko zabrać, samochó nasz rodzinny aktualnie zaniemógł lekko i przebywa na hospitalizacji u mechanika, który, jak to mechanik, czasu ma mało i nie może się zabrać za reanimację potrzenego nam auta. Liczymy, wykazując się wrodzonym optymizmem na to, że  jednak zdąży przed terminem naszej podróży na zachodnie wybrzeże, zresztą ponoć przejedziemy autostradami gratis…oby bez korków, bo jakoś nie potrafię znaleźć argumentów, które przemówiłyby do Igi, żeby zdobyła  się  na zrozumienie i cierpliwość stojąc  w gigantycznym korku…ale może żle oceniam swoje młodsze dziecko?

Dzieci listy piszą…

  • Napisane 14 lipca 2014 o 08:36

Wakacje w pełnym rozkwicie, Emka dzielnie walczy na harcerskim obozie…Już był jeden telefon oraz jeden list. W liście treści było niewiele, główna myśl  to, że tęskni bardzo oraz mnóstwo kolorowych rysuneczków i prośby o listy. Listy więc  wysyłamy co dwa dni, moi rodzice też, tylko wymieniamy się dniami…i tak krążą listy, jak za dawnych lat – w kopercie, ze znaczkiem i wrzucone do czerwonej, elegancko błyszczącej PRAWDZIWEJ skrzynki pocztowej.

Na obóz harcerski dzieci nie mogą zabierać telefonów, tabletów, mp3,czy4 oraz innego badziewia elektronicznego. Kontak telefoniczny zapewniony jest raz w tygodniu, dzieci za to mogą pisać listy – takie  na kartce, zapakowane w kopertę i wysłane na poczcie  - prawdziwej , a nie elektronicznej. Podkreślam to, poniewarz, dziś w porannym programie, jedna z aktorek, mało nie zsikała się opowiadając, jak to jej czternastoletni córka była na takim obozie, gdzie nie można było mieć ani telefonów ani nawet tabletów. I….proszę państwa…dzieci pisały listy – ODRĘCZNE – zachwycałą się aktorka ( a ja z uśmiechem myślałam – to zupełnie jak u nas…) – i  - te listy z rysuneczkami i odręcznym pismem, były przez organizatorów….SKANOWANE i wysyłane na maila do rodziców……uuuu. Dla mnie beznadzieja…Cała magia listów utracona podczas skanowania…Ale zachwyt u aktorki był  niekłamany…

Emka już raz do nas dzwoniła  - główny przekaz – Tęsknię….

Na takim obozie lekko nie jest. Dzieci po przyjeździe, z pomocą drużyny starszoharcerskiej, muszą rozbić namioty, następnie zbudować sobie regały, zrobić ogrodzenie podobozu – taka pionierka trwa ze trzy dni. Dzieci na ogół są tak wymęczone, że zasypiają w drodze do łóżek. Kąpiele odbywają się w jeziorze, każdy posiłek otrzymują na menażki, które potem trzeba samodzielnie i bardzo dokładnie wymyć, mają dyżury w kuchni, gdzie obierają warzywa na obiad oraz pomagają przygotowywać pozostałe posiłki ( dlatego pozbawiona zostałam najlepszej obieraczki…). Mają równeż nocne warty, oczywiście ze starszymi harcerzani, ale przeżycie jest poważne…Rygor i dyscyplina każdego dnia:) Jedna z dziewczynek podczas rozmowy telefonicznej z mamą płakała, że musi posprzątać namiot, bo nie pójdą na kolację…i sprzątały aż miło….a w domu to trzy dni prosi się , żeby jedna z drugą poskładały swoje ciuchy…

Oprócz takich obowiązków, które te rozpuszczone panienki wykonują bez mrugnięcia okiem, mają też przyjemnośći. Są ogniska, podchody, poszukiwania skarbów, wykradanie proporców innych drużyn, który oddawany jest w zamian za jakiś okup (najczęściej słodycze…) oraz uważne pilnowaniw własnego, są wycieczki i nocne  rajdy leśne i inne zabawy. Trwa to wszystko pełne cztery tygodnie…bardzo długo, szczególnie dla takich  dzieciaków. Na pewno wszystkie tęsknią, czasem są zmęczone, ale poziom samodzielności, samooceny i takiej dziecięcej odwagi jest po takim obozie ogromny. Myślę, że warto dzieciaki wysyłać na takie wyjazdy, to kształtuje charakter i daje poczucie wartości. Prawdę mówiąc, to prawie wszystkie dzieciaki naszych znajomych i rodziny powinny zaliczyć obowiązkowo taki wyjazd – poziom rozpuszczenie niektórych sięga zenitu…

A Igulinka…? Rośnie i co chwila coś nowego nam pokazuje… Kilka dni temu na spacerze zaczęła bawić się pieluszką w ” nie ma – jest”, czyli zakrywa buzię  i szybko odsłania, zupełnie nie wiem kiedy się tego nauczyła, po prostu nagle umie i już…Siedzi już coraz lepiej, ale samodzielnie trudno uśiąść, bo mądra główka jest ciężka i nie jest prosto ją dźwignąć…Wczoraj zaczęła pełzać do przodu i to w dość szybkim tempie, jak się okazało, planowała odebrać domowemu zwierzęciu rzucony przysmak mięsny…Z oka spuścieć na chwilę nie można. Jest słodka i śliczna – stwierdzam bardzo obiektywnie…Jest również towarzyska i uprzejma – każdy mijany na spacerze człowiek to potencjalny rozmówca. Igusia najpierw rozświetla pyzatą buzię w najsłodszym uśmiechu, trzepocze rzęskami, kokieteryjnie wkłada paluszek w różowe usteczka, a gdy już ofiara wpadnie w pułapkę, to Igusia zaczyna rozmawiać, tłumaczyć i opowiadać. Inteligentna bestia…po mamusi , oczywiście.

Kreatywnośc matki nie zna granic

  • Napisane 9 czerwca 2014 o 20:42

Rok szkolny zamierza się wkrótce zakończyć,  z czego ja cieszę się  równie mocno, jak moja córka. Koniec z porannym wstawaniem, awanturami o śniadanie oraz o stylizacę. Emka kończy czwartą klasę na fali sukcesu, czekając na wręczenie świadectaw z tzw. czerwonym paskiem. W szkole zachowanie wzorowe, za to w domu trzeba dać upust swym emocjom oraz samostanowieniu – tzn ” nie zrobię, nie założę, nie zjem , zrobię to jutro , nie zmusisz mnie” i tym podobne urocze i jakże kojące duszę matki zwroty…

Plany wakacyjne sprecyzowane – najpierw  - o radości wszechogarniająca  - cztery tygodnie obozu harcerskiego , następnie  trzy tygodnie z babcią na działace, gdzie juz banda dzieciaków snuje skomplikowane plany zabaw wszelakich, a na deser morze…w deserze będziemy brać udział wspólnie.

Iga rośnie, rozwija się, głównie towarzysko – matka nudzi ją w sposób niemiłosierny, co werbalizuje marudzeniem i marsowa miną. Nie wolno matce odejść od dziecka bez wyraźnego pozowlenie, które wydawane jaest na krótko, podczas drzemki. Dziecko jest towarzyskie i spragnione rozmów, dlatego trzeba mówić, opowiadać, nosić, podrzucać, łaskotać , czytać wiersze Tuwima, ale tylko trzy wybrane, wyraźnie ulubione.  Nie wolno również przy dziecku niczego jeść, bo kończy sie taka niesubordynacja poważnymi pretensjami,  przecierz Igusia już też lubi jeść – wszystko – a nie tylko pokarmy przeznaczone dla niemowląt po 6 miesiącu.

Pies nasz, znaczy suka, jest wredną suką, ponieważ nie pozwala się łapać, tarmosić, ani wkładać paluszków cudnych do otworów psa /suki przeróżnych, a dziecko się frustruje, że nie może…Można za to dziecku dać surową marchewkę do lizania, można śpiewać (na razie się podoba – dziecko jeszcze nieuwrażliwione muzycznie), można dać do ręki trzepaczkę do jajek oraz drewniana łopatkę. Można jeszcze dziecko położyć na gołej podłodz, wtedy dziecko może swobodnie przemieszczać się ślizgiem wokół własnej osi. Można też dziecko zabrać na spacer, ale tylko w spacerówce i tylko w pozycji wyraźnie siedzącej, mimo, że jeszcze owe dziecko nie siedzi samodzielnie. Od czasu do czasu i nie dłużej  niż trzy minuty dziecko pozwala posadzić się przed wirującą pralką – to też bywa odrobinę interesujące. Jak już wszystko staje się nudne i beznadziejne można dziecku włączyć kanał baby first, gdzie odbywa się czarnobiały teatrzyk cieni lub z rogu ekranu wyskakuje kolorowa małpka. Wtedy jest chwila spokoju – a zła, zła, bardzo zła matka, która pozwala niemowlęciu oglądać telewizję jest obdarzona 5 minutami niezasłużonego spokoju.

Z dobrych wieści: udało mi się wreszcie być u fryzjera,  a profesjonalistka, która czyniła porządek na mej głowie orzekła, że kolor swój mam genialny i mam nie farbować,  a tych klika siwych włosów to tylko dodaje uroku… (???). Jakoś się ogarniam z ogarnianiem domu, praniem i gotowaniem – grunt to ustalenie priorytetów i rezygnacja z nieuzasadnionych fanaberii własnych

A teraz oto właśnie zakończył się czas wolny i matka musi lecieć do dziecka, które obudziło się z porannej drzemki i oczekuje kreatywnych zachowań , stymulujących rozwój psychoruchowy, właściwy dla niemowlęcia w siódmym miesiącu życia….


  • RSS