Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'Warszawa'.
Wyświetlam 1 - 2 z 2 notek

Wychodne

  • Napisane 16 listopada 2012 o 13:32

Wczoraj miałam „wychodne”…

Królewna miała lekkiego focha, bo stwierdziła, że nie powinnam wychodzić wieczorami z domu. Tak…kiedyś słyszałam to od rodziców, teraz słyszę od dziecka. Cholera, całe życie człowiek musi  się tłumaczyć!

Z wiekiem takie drobne rzeczy i przyjemności cieszą bardziej, szczególnie,że zdarzają się nieczęsto…Tak to już jest, „Małżon”  tyra po 10 -11 godzin, by zapewnić  domowemu królestwu jako-takie warunki egzystencji, „Małżona” siedzi w tym królestwie, garów pilnuje, zaopatrzenie organizuje, sprzątania i prania dogląda oraz Królewnę wychowuje…

Wychodne polegało na tym, że jedna z zaprzyjaźnionych mam z klasy Królewny miała zaproszenia na przedpremierowy pokaz Sagi „Zmierzch”, więc wybrałyśmy się we trzy w podróż daleką…z Bielan do Galerii Mokotów, by tę „przedpremierę” zobaczyć…

Znając realia warszawskich korków, postanowiłyśmy wybrać się tam najpierw autobusem, potem metrem, a na końcu tramwajem…Okazało się, że tą znaczną odległość trzema środkami  warszawskiego transportu ogólnodostępnego udało się nam pokonać w …40 min. To naprawdę doskonały czas, porównując to do podróży samochodem, która w okolicach godziny 18 trwa ponad godzinę. Wychodzi na to, że faktycznie Warszawa ma doskonałe połączenia komunikacyjne.

„Zmierzch” okazał się przyjemnym sposobem na spędzenie wieczoru, aczkolwiek nie jestem fanką tego tasiemca…to walka wampirów była całkiem oglądalna, a widok, który wampiry miały z okien swojej siedziby/domu(?) był cudowny…dziki, gęsty las…mmmm.

Wszystkie trzy, trzydziestoletnie z lekkim haczykiem dziewczęta,  zgodnie stwierdziłyśmy, że wilkołak Jacob jest sto tysięcy razy fajniejszy (szczególnie, gdy rozbiera się do bokserek, by przybrać postać wilka….) od tego tam Pattinsona z dysmorfią twarzy i bladym, chudym ciałkiem wampira…Na koniec, pełne przesolonego popcornu, uznałyśmy ,że to musi być cholernie nudne, być takim wampirem…i rozerwane kinową rozrywką udałyśmy się w drogę powrotną do naszych latorośli, „małżonów” i mieszkań, z których  okien nie ma widoku na gęsty las...

Poltyczne koziołki

  • Napisane 13 listopada 2012 o 12:26

I znów 11 Listopada…zawsze chodziliśmy z E. , naszą córeczką na plac Piłsudskiego, na spacer  po Krakowskim Przedmieściu i Nowym  Świecie.

W zeszłym roku mąż uciekał z córką i znajomym, o zgrozo…. z Rosji, opanowanymi, przez zdziczałych, otumanionych nienawiścią radykałów, warszawskim ulicami. Wieczorem  do naszego rosyjskiego gościa rozdzwoniły się telefony,  z pytaniem, czy wszystko u niego w tej Warszawie w porządku, bo w rosyjskich wiadomościach pokazywali  jakieś zamieszki  i niemalże wojnę w Warszawie ( przykro i smutno było, słuchać tych rozmów…)

W tym roku, przy sprzyjającej pogodzie można było spędzić fantastyczny dzień z rodziną, niestety chyba nie w Warszawie…

To smutne, że garstka oszołomów psuje nam to święto, że wykorzystują ten dzień do wykrzyczenia swoich nienawistnych haseł, wylewają z siebie swoje chore myśli, niczym pomyje na klepisko.  Choć staram się szanować poglądy innych, to tego  nie chcę uznawać, ani tym  bardziej szanować.

Zastanawiam się zawsze , kim są ci ludzie(?), którzy zatruwają swoim jadem innych;  kim są ci, którzy upojeni widokiem tłumu krzyczą  o pedałach, lewakach i obalaniu republiki…przypatrzcie  się uważnie…tak…to są tacy malutcy ludzie, którzy swoje malutkie umysły spuszczają ze smyczy, ale tylko wtedy, gdy mają za sobą lub przed sobą tłum dzikusów  o inteligencji na poziomie  eugleny zielonej.

Kim może być człowiek, co lęgnie się w jego głowie i sercu, gdy krzyczy, że ktoś już niedługo zawiśnie, że Lwów i Wilno usłyszy kroki naszych, polskich żołnierzy. ..? Przyjrzyjcie się uważnie, tak… to smutne człowieczki, skrzywdzone przez życie, przepełnione swoimi kompleksami nieudaczników; to frustraci, żądni władzy; to byle jakie postacie, które wierzą, że tylko oni mają monopol na prawdę; to szaleńcy, gotowi wieszać  i krzywdzić, tych, co myślą inaczej, co nie chcą pod hasłem nienawiści i agresji  wyrażać swoich poglądów.

Pamiętam z czasów szkolnych, że w każdej klasie, był tzw. „kozioł ofiarny”, ten, co dostawał łomot na szkolnym korytarzu, ten,co był wyśmiewany na W-F i na lekcjach, ten, co siedział zawsze sam w ławce i nikt go nigdy nie lubił, a on nienawidził wszystkich, ale nic z tym nie mógł zrobić.  Jak dziś patrzę na kilku, czy kilkunastu polityków, czy wątpliwej jakości  autorów wczorajszych przemówień , nawołujących i podsycających antagonizmy, to widzę właśnie takich nieszczęśliwych”koziołków”, którzy dziś, dorośli,  mszczą się za wszystko i chcą pokazać, że coś znaczą, że mają siłę,ale tylko w postaci  napakowanych kiboli, którzy nie rozumieją nawet przesłania, czy wątpliwej jakości myśli, jaką „koziołek” przekazuje. Bo ten tłum, który go niesie i pozwala „koziołkowi” myśleć, że ma siłę, to tylko banda ekstremistów, którzy całą swoja egzystencję sprowadzają do ustawek,  zrujnowania miasta, bójek i słownej przemocy. Umysłowej siły tu brak…

Jak słyszę ,ze to te „koziołki”  są „..rycerzami i żołnierzami walki o niepodległość…”(Autor: A.Zawisza,cóż za nieadekwatne nazwisko…) to czuję bezsilność i złość, że ktoś w to wierzy. Samochwalstwo i buta tych  ludzików budzą we mnie śmiech przez łzy…i wiem ,że nie jestem z tymi uczuciami sama( na szczęście!!). Rycerze…buhahhha…mam tylko nadzieję, że tym rycerzykom  łatwo będzie  moralnie ukręcić plastikowe, puste główki.

„Koziołki” dalej będą podsycać nienawiść, będą straszyć Rosją i nawoływać do zajęcia Wilna, czy innych „polskich” miast. Ciekawe, co oni myślą ( jeśli to w ogóle  możliwe), gdy np. niemieccy radykałowie krzyczą o niemieckim Wrocławiu lub Szczecinie…(jak się domyślam to:”jak Kali ukraść to dobrze…”).

Czasami, tak jak wczoraj, boję się tych ludzi,nie… nie tych w kapturach i z kostką brukową w ręku, tych się nie boję…na prawdę. Boję się tych, drobniutkich, małych facecików z wąsem i bicepsem , jak u siedmiolatka,  grożących zaciśnięta pięścią, plujących spienioną  śliną na mikrofon i pr na widok  skandującego  hasła nienawiści tłumu. Tak, tych boję się najbardziej, bo znam trochę historię  i wiem, że czasem szaleńcom udaję się dokonać rewolucji…i wiem też, że ci nienawidzący wszystkich cieszą się, z tego strachu.

Mam nadzieję , że te „koziołki” nigdy nie będą decydować o moim życiu i moim kraju.

No, cóż…Polska wczoraj na pierwszych stronach zagranicznych gazet…trochę wstyd, trochę smutno, że z  takimi wiadomościami Polska przebija się na czołówki.

Galvena


  • RSS