Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'wychowanie'.
Wyświetlam 1 - 2 z 2 notek

Codzienność

  • Napisane 18 września 2014 o 11:22

Codzienność przegania dzień za dniem. Jest nerwowy poranek, a za chwilę wieczorne rytuały. Nie wiadomo kiedy pewnie zrobi się zima…

Igulinka rośnie w tempie błyskawicznym, co chwila zaskakując nas swoimi osiągnięciami. Gaworzy już pięknie…mama, tata, baba, da, ejjjj cieszą ją równie mocno, jak nas.

Emka uczy się , lekcje też odrabia, choć rzecz jasna niechętnie. Trochę się buntuje i używa magicznego słowa „nie”, ale nie ma dramatu. 

Późnoletnia aura zachwyca mnie każdego dnia. Jest tak pięknie, a i temperatura jest dla mnie wprost idealna, dlatego wrześniowe spacery nastrajają mnie bardzo pozytywnie, choć nie da się ukryć, że po 10 miesiącach z dziecięciem przy piersi, odczuwam niedosyt wolności i samodzielnych wyjść. Ostatnio wyrwałam się z domu na blisko 4 godziny i zdecydowanie odżyłam, tego było mi właśnie trzeba dla zachowania rónowagi, bo już czułam narastającą frustrację księżniczki zamkniętej w wieży…

Wszystko byłoby wspaniale, gdyby nie narastający i odzywający się, szczególnie w chwilach przed zaśnięciem, lęk o zdrowie ojca…coś mu dolega, ale nikt nie wie co…Jestem z tych pozytywnie i optymistycznie nastawionych do życia, więc staram się nie pogrążać w bezsennsownych rozmyślaniach, choć czasem lęk zakłuje…

Raz na klika dni robię spacer do A., która po trzech latach domowej odsiadki z potomkiem została zwolniona w pierwszym dniu pracy…Jestem podła i bez serca, ale cieszę się, bo mam do kogo wpaść na poranną kawkę, a A. nie martwi się też, bo otrzymała półroczną odprawę (tak się robi w amerykańskich korporacjach…), a i współrodzic potomka nie zarabia mało. Nasze córki razem, w jednej klasie, odbywają edeukację wciąż podstawową, więc łączy nas wiele wspólnych problemów wychowawczo-domowych.

Ostatnio, przy rzeczonej porannej kwce, tym razem u mnie odbył się taki oto dialog:

 Ja: Co dziś robisz na obiad…?

A.:kotlety i kalafior, a ty?…bo ja juz nie mam pomysłów…

Ja: eee…potrawkę  z kurczka, takie tam…ale nudne jesteśmy…tylko gary, szmaty i pieluchy…
A.: Noooo….powiedz kiedy my spotkamy się w jakimś niezłym lokalu, przy drinku, z papieroskiem, na taaakich szpilach i z zajebistą pozycją zawodową…?

I obie westchnęłyśmy z rozmarzeniem…ale zaraz przypomniałyśmy sobie czas, gdy obie pracowałyśmy zawodowo i domowo…i czy na prawdę było tak fajnie…? Może właśnie teraz jest fajnie. Jak to jest, że  człowiek zawsze marzy o tym, czego akurat nie ma?

Nie dorastaj tak szybko…

  • Napisane 27 lutego 2013 o 16:26

Ostatnio nachodzą mnie liczne wspomnienia z czasów „maleńkości” Emki…wiem,że mamy aktualnych niemowlaków, czy dwulatków marzą o chwili, kiedy potomek będzie na tyle dorosły, by ruszyć do wszelkiego rodzaju placówek edukacyjnych, dając rodzicielkom poczucie chwilowej wolności, braku uwiązania i konieczności podporządkowywania calutkiego dnia pod potrzeby malucha. A jakby to pięknie było, gdyby ten, wrzeszczący i domagający się ciągłej uwagi, owoc miłości poszedł sam do swojego pokoju, wyjął zabawki i zamknął drzwi, informując ,że teraz to będzie się bawił SAM…

Pamiętam dobrze, że też o tym marzyłam, by już nie biegać zgięta w krzyżu za Emką, nie wsadzać na huśtawkę, nie kupować kamyków i liści, udających sałatę, o tym, by  w parku, czy na placu zabaw usiąść na ławce z książką i tyko zerkać co chwilę, gdzie też moje dziecię aktualnie spędza czas…

Tak, tak…okazuje się, że marzenia spełniają się szybciej, niż się nam zdaje…Emka sama już od dawna sobie czyta ( w zasadzie połyka te książki w tempie błyskawicy), sama potrafi wyjąć jogurt i drożdżówkę, sama ( przy zamkniętych drzwiach swojego pokoju) bawi się lalkami, kucykami, pet-shopami, czy innymi gadżetami…sama bierze prysznic, sama decyduje, czy założy sukienkę, czy dżinsy; sama czasem wyrzuca śmieci…od kilku dni sama zaściela swoje łózko.

A więc, mam to wszystko o czym marzyłam kilka lat temu…ale też mam inne rzeczy, otrzymane gratis wraz z dorastaniem dziecka…

Dostałam m.in. :

- bunt i kłótnie o porę i miejsce odrabiania lekcji,

- awanturę o to czy już jest pora na kąpiel

- obrazę boską o to, że już czas zgasić światło

- dąsy o poranne wstawanie, zazwyczaj  zakończone moim  krzykiem „ Jazda do łazienki!!!” ( a chwilę temu marzyłam , by pospała chociaż do siódmej…)

- fochy jedzeniowe  pt. „ nie zjem, bo to ma żyłę/tłuszcz/ czerwoną kropkę / pieprz”

-foch jedzeniowy ostateczny „ nie będę jadła mięsa – jestem wegetarianką…”( moje prośby, groźby i tłumaczenia mają efekt mizerny….- koleżanka ze świetlicy jest wegetarianką całe życie i żyje nadal)

- samostanowienie o stylizacji (córeczko, załóż na wycieczkę kombinezon….-mówi mama – weź się , mamo…będę głupio wyglądać…- odpowiada córeczka )

-  stanowcze prośby o nie robienie obciachu (gdy wracamy  ze szkoły, to nie pozwala trzymać się za rączkę  oraz nie ma już powitalnych buziaków…, gdy z klasą idą na wycieczkę, a ja z troską przypominam, żeby dobrze założyła szalik i czapkę to wzrusza ramionami (mamo, wiem, przecież nie jetem małym dzieckiem…)

- groźby (niekaralne), gdy coś córeczce kochanej nie pasuje (”wyprowadzę się do babci, zobaczysz….”)

- olewanie informacji,  że obiad jest na stole

- kilkunastominutowe dylematy bieliźniane w porannym niedoczasie ( „ nie założę majtek z króliczkiem, bo mam dziś WF!!!”)

- ogólne fochy, dąsy, obrażania oraz niewłaściwy ton, w trudnej do przewidzenia sytuacji…

I czasami, gdy Emka siedzi w swoim pokoju, czytając komiks lub notując coś ważnego w  zamykanym na kluczyk pamiętniku ,ja po cichutku tęsknię do pulchnych paluszków, do zasypianiu tam, gdzie popadnie, do  dreptania każdej  nocy do naszego łóżka, do prawdziwego strachu przed czarownicą, do naszego spania w jednym łóżku, do noszenia na rękach, do pierwszych ząbków, do przekręcanych słów, do pierwszych, nieporadnych kroków na sztywnych nóżkach, do pierwszego bezzębnego uśmiechu,  a nawet do nieprzespanych nocy( z czasem wydaje się,że w ogóle ich nie było…)

Dlatego chwilo trwaj, a ty moja wspaniała i niemalutka już córeczko nie dorastaj za szybko….


  • RSS