Przeglądasz wszystkie posty oznaczone tagiem 'wygląd'.
Wyświetlam 1 notkę

Kiedyś się ogarnę

  • Napisane 24 kwietnia 2014 o 09:40

Ostatnio jestem w ciągłym niedoczasie. Igula postanowiła jeszcze mniej (jeśli to w ogóle możliwe…)spać w dzień. Gdy tylko podstępem niecnym wysmyknę własną, wymęczoną pierś, z jej ciągle głodnej paszczy i posuwając się ruchami płynnymi i bezszelestnymi opuszczam komnatę księżniczki, mając w głowie plany , co też ja teraz w wolnej, upragnionej chwili, będę robić…i gdy już biorę do ręki ulubioną filiżankę z kawą – czarną i pachnącą, rozlega się rozkoszne,nieśmiałe, ale na swój tajemniczy sposób natarczywe kwilenie lub gulganie. I koniec balu panno Lalu. Nie ma prania ani sprzątania. Będzie zabawa…ewentualnie ponowne cycowanie…

W związku z tym,że nie mogę na bieżąco ogarnąć chałupy, robię się zła, zrzędząca i czepiająca się (dwa ostatnie epitety wyartykułowała moja córka duża oraz mąż). Wkurza mnie to strasznie, że gdzie nie padnie moje zmęczone spojrzenie, to widzę zaległą robotę…a to słońce zaświeci i widać kurz na meblach, a to wiaterek wiosenny zawieje i wydmucha spod komody kłaczek kurzu, a to pranie leży mokre w pralce…ciągle coś…a ja niestety lubię mieć ład, porządek i czysto w miarę. Ale, cóż lubisz porządek i czystość – twój problem.

Emka, w przeciwieństwie do sfrustrowanej mamusi, żyje beztrosko i radośnie, mając w głębokim poważaniu wszelakie obowiązki oraz wszelkie inne sprawy. Owszem, lekcje odrobi, ale pouczyć się to już niekoniecznie…co tam, jakoś to będzie. Ale,żeby tylko to…
Kupiłam sobie sliczną, szarą, cieniutką – w sam raz na wiosnę – szaliko-chustę.Mamo, mamo….mogę założyć, zobacz,jak mi pasuje…no owszem, pasuje i ładnie tej mojej córce….dobra weź. Wraca ze szkoły radosna i frywolna…gdzie chusta – pytam złowieszczo. Och…zgubiła się, drobiazg, czego się czepiasz mamo…?

Już wkrótce Emka zuch, zostanie Emką druhną. Będzie wielka impreza na Wojskowych Powązkach – pasowanie na harcerza. Ale…trzeba zakupić dziecku nowe – harcerskie już – umundurowanie. Dobra, dziecko musi mieć, trzeba jechać.Nic to ,że składnica w samym centrum, że korki, że nie ma gdzie zaparkować…mus to mus…T. bierze córeczkę – jadą. Cud – miód -malina: bluza elegancka, pas parciany, pierścień do husty skórzany. Ślicznie…uff…no to mamy załatwione. Mija sobie jeden dzień, drugi i trzeci…Słońce świeci, wiosna kwieci…Mamo, a ja jeszcze nie mam spódnicy do munduru – słyszę słodki głos córeczki, zdradzający pewne zniecierpliwienie nieodpowiedzialnościa matki – a i jeszcze getry…- ręce opadają. Dobra, nie ma to- tamto – mundur galowy musi być. Zaprzyjaźniona znajoma z córką o podobnym rozgarnięciu, odbiera harcerki ze szkoły i jadą. Spódnica jest ( nieco worowata, ale dobra, niech będzie)czarne getry są. Uff…no to z bańki. Mija jeden dzień, drugi, mija trzeci…-mamo, a co z furażerką?aaa…i te getry to są złe, muszą mieć biały pasek i jeszce finkę muszę mieć – informuje mnie beztrosko latorośl. No i czego zrzędzisz mamo, no i co się wielkiego stało…Ożeszku…Pojechaliśmy, kupiliśmy? No, a jakżeby inaczej…jak to, dziecko nasze miałoby być niewpełni umundurowane???Przecież kwiaty pod pomnikiem Powstańców ma składać, jescze jej tę fuchę odbiorą…Cała ta przyjemność kosztowała nas grubo ponad dwie stówy.
Beztroska mojej Emy rozwala mnie…i wyzwala bezwarunkowy i niekontrolowany szczękościsk.

Co jeszcze…?
Jeszcze…to spojrzałam nieco uważniej w lustro- nie rób tego, nie rób…nie patrz – mówiło mi serce. Patrz, przyjżyj się – podpowiadł rozum. Trzeba było serca słuchać…Włosy, onegdaj (czyli przed nawałem roszalałych hormonó, wywołujących laktację)kręcące się- zwisają smętnie, miejscami napuszone, cera blado-szara, oczy przekrwione (bynajmniej nie od przepicia, niestety…) dzinsy, jakowyś opiętę nadto, bluzka utytłana i z plamami produktu własnej piersi, które Igula łaskawa była ulać na moje ramię…nie, no ósmy cud świata. I jak ja mam wyjść na spacer?Ludziom normalnym sie pokazać? A tu jeszce ze śniadaniowej tiwi, blond Jola P., przyczesana na gładko, odziana w niebieską skuienkę, na tle żółtych tulipanów, zerka z przyganą, wymachując chudą nóżką, odzianą w nieludzką szpilę – wstyd, wstyd kobieto, ogarnij się – tak do mnie mówi, na prawdę…
Wychodzi na to,że czas najwyższy się odgruzować. Przysięgam na wszystko – szepczę z przejęciem do zmorowatego odbicia w lustrze – ogarnę się…


  • RSS